Kitesurfing w Brazylii – gdzie i kiedy warto jechać?

Kitesurfing w Brazylii – gdzie i kiedy warto jechać?

Kiedy nad Polskę nadchodzi szarość, dzień zlewa się z nocą, a deszcz i niskie temperatury wpędzają nas w przeziębienia, to znak, że przyszedł czas wyjazdu do Brazylii. Na ten trip czeka się cały rok, bo każdy kto tam był, wie, że jest to najlepsze miejsce na Świecie do pływania na kitesurfingu. Dlaczego? Wyobraźcie sobie setki kilometrów wybrzeża z szerokimi i piaszczystymi plażami, gdzie wieje stały i mocny wiatr. A do tego, jest to chyba jedyne miejsce, gdzie ten wiatr jest gwarantowany, czyli w sezonie wieje cały dzień bez przerwy!

Kiedy jechać do Brazylii?

Sezon w Brazylii trwa około 6 miesięcy, zaczyna się w lato a kończy pod koniec grudnia.  SUEÑO SURF od 7 lat jeździ do Brazylii w listopadzie, bo w tym czasie w Polsce jest już bardzo nieprzyjemnie, a tam wiatr osiąga optymalną i pożądaną prędkość.

Gdzie jechać do Brazylii?

Lądujemy w Fortalezie i kierujemy się na północ.

Omijamy Cumbuco i Paracuru, bo mimo, że są to sławne miejscówki, nie pasuje nam tłum na lagunach i murowany charakter miasteczek, wolimy spokojniejsze miejsca bliżej natury.

Pierwszym przyjemnym spotem na naszej mapie jest Guajiru, mała wioska rybacka, prowadziliśmy tam kiedyś bazę stacjonarną SUENO SURFJ Guajiru jest świetnym miejscem dla miłośników fal. Umiarkowane fale można złapać na morzu przed samym hotelem, ale wioska jest też świetną bazą wypadową do typowo wave’owych spotów takich, jak Embuaca. Tam już polecamy wziąć deskę kierunkową, bo wrażenia są niesamowite! Do Embuaci płyniemy downwindem, około 30 min spokojnego spływu. Dla miłośników płaskiej wody jest też laguna tzw. Osiołki, oddalona o jakieś 20 min jazdy buggy. Tam odbywają się szkolenia. Guajiru wciąż się rozwija, pojawia się coraz więcej knajpek i barów, a hotel, który wybraliśmy, jest na najwyższym poziomie, przy samej plaży z bardzo fajną restauracją, basenem i pysznymi śniadaniami.

Ilha de Guajiru – czy to dobre miejsce na kitesurfing?

Kolejny przystanek to Ilha de Guajiru. To typowo kite’owy spot, w zasadzie gdyby nie kitesurfingu, to nic by tam nie było. Wszystkie lepsze hotele położone są nad ogromną laguną, która oddzielona jest pod morza szerokim cyplem. Laguna jest otwarta i na samym końcu zlewa się z morzem. Jej stan zależy od pływów, dlatego wybierając termin pobytu bardzo ważne jest sprawdzenie pływów. Przy niskim stanie woda potrafi odejść tak mocno, że laguna wysycha całkowicie. Jeśli dobrze dobierzemy dni do pływów to mamy zagwarantowane całodziennie pływanie. Stan wody zmienia się dwa razy dziennie od bardzo płytkiej po głęboką. Wybraliśmy najfajniejszą pousadę w Ilha de Guajiru, Barraca Do Kite. Mają bardzo fajne pokoje z obłędnym widokiem, super serwis – obsługa pompuje latawce, rozkłada bary, pomaga w startowaniu i lądowaniu a nawet składa sprzęt! Czegoś takiego nie zobaczycie w innych miejscach w Brazylii! Do tego tak dobrego tuńczyka nie jedliśmy nigdzie indziej! Jest jeszcze jeden plus tego miejsca, najciekawszy downwind, na jaki byliśmy. To oczywiście opcja dodatkowa, natomiast warto z niej skorzystać. Downwind robimy po morzu, lagunach i rzekach, pomiędzy drzewami mangroove, zmieniając spoty na super płaskie po piękne fale. Taki spływ jest tylko dla zaawansowanych!

Nasz następny przystanek to Prea i Jericoacoara. Prea wioska rybacka oddalona o 4h jazdy autem od lotniska. Przez Prea często przejeżdża się, żeby dostać się do Jericoacoara. My jednak zatrzymaliśmy się tam na dłużej i co roku wracamy. Odkryliśmy magiczny hotel na plaży Rancho de Peixe z bazą kitesurfingową i restauracją, który nas zachwyciłJ Z leżaków w bazie można obserwować pływających popijając agua de coco i zajadając się acai.

Spot w Prei jest bardzo duży, nie ma rafy, ludzi jest nie wiele a na plaży miejsca wystarczy dla wszystkich. Przy niskim stanie woda nieco się wypłaszcza i robi się przyjemna falka. Przy wysokim jest średni czop. Tutaj wiatr już jest mocniejszy, panowie zazwyczaj pływają na 9 – 8m, panie na 7m. Można organizować bardzo fajne downwindy do Jeri. To co nas zachwyciło to przede wszystkim spokój tego miejsca, idealny kontrast dla tętniącej życiem Jericoacoary:)

Jericoacoara – takiego drugiego miejsca na świecie nie ma!

Z Prei do Jeri jest tylko kilkanaście kilometrów. Jednak, żeby się tam dostać trzeba przejechać przez wydmy samochodami 4×4, ponieważ do Jeri, nie ma asfaltowej drogi dojazdowej. Asfaltu też nie ma w samym miasteczku, wszystko jest na piachu, a samochód trzeba zostawić na parkingu przed miastem. Jericoacoara to legendarna wioska założona za wydmami lata temu przez hipisów. Do dziś zachowała swój hipisowski urok, a dodatkowo stała się mekką surferów, windsurferów i kitesurferów. To jedyne miejsce w Brazylii, jakie znam, które łączy te 3 sporty. Na głównej plaży jest spot surfowy, fale są nieduże, ale idealne do nauki i wystarczające dla prosów do szlifowania ślizgów. Po prawej jest spot windsurfingowy a po lewej za wydmą zaczyna się strefa kitesurfingu. O wydmie trzeba wspomnieć bo jest symbolem miasteczka, nazywa się sunset diune, ponieważ codziennie o zachodzie słońca ludzie wspinają się na nią, żeby pożegnać dzień. Nie ma takiego drugiego miejsca, jej magiczny klimat sprawia, że ludzie bawią się, jak dzieci turlając się po piasku do morza i zjeżdżając na sandboardach:)

Ale wracając do kite’a…w Jeri zobaczycie ludzi pływających tuż za wydmą, jednak wiatr tam jest bardzo szkwalisty i nie polecam tego miejsca. Trzeba odpłynąć / odjechać kawałek z wiatrem, żeby się ustabilizował. Tam tez warto zacząć downwind, przy brzegu woda bardzo przyjemnie się wypłaszcza i można pobawić się na falkach. Miejscem, w którym prowadzimy zajęcia z ProgressCamp to Guriu, delta rzeki, gdzie tak, jak na lagunach woda jest płaska, a przy wysokim stanie akwen robi się ogromny. Żeby się tam dostać, trzeba przeprawić się przez rzekę na lokalnych barkach a później przejechać przez las Mangroove. To dziki spot, jeszcze parę lat zdarzało się, że nasza grupa była tam jedyna, teraz można tam spotkać coraz więcej Polaków i lokalesów. W Guriu wiatr jest mocny, zaczyna wiać o ok 10:30 z prędkością ok 20 knt a potrafi się rozkręcić do 30knt. Warto mieć ze sobą małe latawce. Do miasteczka wraca się około 30 min, trzeba mieć wynajęty transport. A wieczorem… Jeri budzi się do życia! Dziesiątki knajpek i barów, z których słychać muzykę na żywo, wózki z drinkami ustawiające się na plaży, lejąca się hektolitrami caipirinha to scenariusz każdego wieczoru w Jeri. Nie ma takiego drugiego miejsca na ziemi i jest to absolutny „must go” spot!

Barra Grande – najlepszy spot kitesurfingowy

Ostatni i najdalszy przystanek na brazylijskiej mapie SUEÑO SURF to Barra Grande. Tam wybieramy się komfortowym sleeping busem, bo podróż zajmie około 3h z Jeri. Jak już dojedziecie, nie będziecie rozczarowani, Barra Grande odwdzięcza się swoim urokiem i fantastycznym spotem. To mała wioska, która jest częścią naturalnego Parku Narodowego, więc tak jak i w Jeri nie można po niej jeździć samochodami. Na miejscu jest kilkanaście klimatycznych pousad i kilka restauracji. Przy odrobinie szczęścia możecie mieszkać w bungalowach na palach przy plażyJ Wieczory można fajnie spędzić przy caipirinhi i muzyce na żywo. A spot? Przy niskim stanie wody to istna bajka, płasko i płytko jak na lagunie, wystają tylko łachy piachu, skąd można porobić zdjęcia lub pouczyć tricków podczas Progress Campu. Są miejsca, gdzie wystaje rafa, ale ona nie ogranicza tego spotu. Przy wysokim stanie wody robi się czop i akwen zaczyna nabierać głębokości. Wtedy można pokusić się o downwind do delty rzeki oddalonej o kilka kilometrów na północ. W Barra Grande można spodziewać się bardzo mocnego wiatru średnio 25 knt w listopadzie. Dziewczyny pływają na 5-7 m a panowie 7-8m.

Są dwie złote zasady, którymi trzeba się kierować w podróżowaniu po Brazylii:

  1. Im dalej na północ od Fortalezy tym wiatr jest mocniejszy. Dlatego pod koniec listopada zdarzają się w Cumbuco dni bardzo słabe wiatrowo, a my na Progress Campie w Barra Grande pływamy na 6m latawcachJ
  2. Im dalej od dużych miast, takich jak Fortaleza, tym bezpieczniej. W okolicach Guajiru zaczynają znikać wysokie mury z kolczatkami, a pojawiają się drewniane płotki.

 

 

Brazylia to kraj downwindówJ Chyba jedyne miejsce na świecie, gdzie można robić downwindy po kilkaset kilometrów, a to dzięki temu, że niezmiennie wieje stały wiatr z kierunku side-on, a po plaży można jechać samochodem asekuracyjnym. Opisane wyżej spoty, to tylko kilka możliwości, tak naprawdę jest ich dużo więcej i ciągle słyszy się o nowych miejscach. Praktycznie wszędzie mamy możliwość pływania na falach, jak i na lagunie, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Dodatkowo warto powiedzieć o temperaturze, powietrze – 30 stopni, woda 28 stopni Celsjusza.

 

Fakty i Mity o kitesurfingu w Brazylii:

Czy Brazylia jest tylko dla zaawansowanych?

Nie, Brazylia jest świetnym miejscem dla wszystkich, którzy chcą pływać na kitesurfingu. To, że wieje mocny wiatr, pozwoli szybciej dokończyć szkolenie i stanąć na desce. Praktycznie wszędzie są laguny z płaską wodą, na których postęp idzie jeszcze szybciej.

 

Czy Brazylia jest bezpieczna?

Tak, Brazylia jest bezpieczna, jeśli nie chodzisz samotnie nocą po dużym mieścieJ Tak jak pisaliśmy wyżej, im dalej od dużego miasta tym bezpieczeniej. Dlatego miejsca, które opisaliśmy możemy spokojnie polecić. Tam gdzie my jeździmy nie ma murów, ani wielkich ogrodzeń, są małe drewniane płotki, a telefony leżą na stołach. Od tylu lat, na naszych wyjazdach nigdy nic się nie wydarzyło.

 

Czy mogę zabrać ze sobą rodzinę?

Oczywiście! Brazylia jest dobrym miejscem na rodzinny wyjazd. Nasze spoty są bezpieczne i wybieramy najlepsze hotele, żeby można było komfortowo odpocząć. Zawsze znajdzie się basen i baza, w której osoba niepływająca może się zrelaksować.

 

Podsumowując: Brazylia to najlepsze miejsce na świecie na kitesurfing! 🙂

Skomentuj:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *